Pink no more

Witajcie w nowym roku, tak już oficjalnie, mimo że już kilkanaście dni minęło, to ja jednak czasu na pisanie nie mam. Mam ambitne plany zabrać się za bloga, ale ciągle coś mi wyskakuje. Cieszę się jednak, bo czuje się potrzebna światu i mam misję do wykonania ;)

Czasem zastanawiam się z perspektywy bycia człowiekiem, dlaczego ludzki umysł częściej wspomina złych ludzi? Dlaczego zazwyczaj nasze mózgi koncentrują się na złych zdarzeniach wypierając te dobre? Dlaczego częściej do tych wspomnień wracamy? Wspomnienia o złych ludziach i zdarzeniach są jak zaraza... niszczą nas.

Dlaczego nie wspominamy ludzi, tych dobrych? Tych co uczynili wiele dobrego dla zwykłych ludzi, świata, czy ludzkości?
Częściej kręci się filmy, mówi się o zbrodniarzach, a rzadziej o ludziach, którym zawdzięczamy dużo więcej. Na szali ludzkiego postępowania bardziej liczy się piętno, zbrodnia, ta czarna strona charakteru, ją lepiej zapamiętujemy niż wdzięczność, postęp czy pomoc.

Tak pomyśl sam w sobie. Czy często wspominasz tych co Cię skrzywdzili? Widzisz ich twarze? Za pewnie widzisz je wyraźne, a jak myślisz o dobrym człowieku, który odszedł z Twojego życia (na zawsze, bądź się przeniósł na inny koniec świata), czy pamiętasz jego kolor oczu? Owal twarzy kolor włosów?

To jakby człowiek wynosił na piedestał zbrodniarzy, wspominając ich! Nie lepiej zapomnieć? Jeśli tak często o nich mówimy to ich gloryfikujemy, podtrzymujemy pamięć o tym co strasznego uczynili!
Tego akurat nie potrafię zrozumieć.
Ktoś będzie mi mówił! po to aby pamiętać! Po to aby nie popełniać tych zbrodni...
Heh to raczej dobra inspiracja dla chorych umysłów, do udoskonalania tego co złe! Nawet do tego aby ze zła robić biznes!

Chyba finalnie dochodzę do wniosku, że fascynacja patologią to chyba taki drzemiący w człowieku zły instynkt drapieżcy. Niczym się nie różnimy od zwierząt, ba jesteśmy gorsi. Knujemy, podburzamy, kradniemy, jesteśmy falszywi! Budujemy po to aby niszczyć!

Co by się stało gdybyśmy nie pamiętali tego złego? Świat byłby czystszy! Mniej brutalny ludzkość by odetchnęła. Ciągle czujemy presję, kombinowania.

Czasem warto aby każdy człowiek tak w głębi siebie pomyślał jakim jest człowiekiem, w jaki sposób krzywdzi innego. Czy dobrze się z tym czuje?

Zostawiając Was z tym wszystkim żegnam się i do następnego sklikania
Pa!











Podsumowanie roku 2017

 Witajcie!

Zaczął się nowy rok 2018. Dla mnie jest to wręcz nie do uwierzenia! Matko Kochana! Kiedy? Jak, co przegapiłam? Pierwszy raz rok mi tak przeleciał, jak pstryknięcie palców! Przecież niedawno był styczeń 2017 a tu już kolejny rok i styczeń!! Halo! Pobudka!

Tamten stary rok był jak rollercoaster, było wiele ekscytujących chwil, wiele dobrych i przychylnych momentów, wiele ciekawych nowych znajomości, współprac! Życie nie byłoby jednak życiem, gdyby i kilka pięknych kopów mi nie wypłaciło! Tak jest nie ma słodko, nikt nie ma i wiem o tym dobrze!

Było na mojej drodze wiele osób, które okazały się fałszywe. Pozornie zdawały się być miłe, sympatyczni i przychylne, ale z niewiadomych przyczyn wypłaciły kilka kopniaków. Trochę mnie to zdziwiło i zniesmaczyło, bo nie spodziewałam się tego, ale to kwestia mojej naiwności.  Jestem wieczną optymistką i wierzę w ludzi.
Jednak ten rok dał mi do myślenia! Chciałam z góry podziękować wszystkim tym którzy dali mi lekcje za to że już nigdy więcej nie dam się zbałamucić i będę dużo bardziej ostrożna. Nauczyłam się że otwartość jest źle traktowana, traktowana bardziej jako słabość.

Kiedyś usłyszeliśmy z mężem, że nie samą "nauką" człowiek żyje i się zamknęliśmy w tym naszym "domku". Więcej zabawy! No to teraz się bawimy, a kiedyś się uczyliśmy:D Po latach z przeanalizowanych słów wydaje mi się, że dzięki nauce możemy osiągać w życiu więcej. Jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy. Możemy budować coś nowego, rozwijać się. Nigdy jakoś nie zauważyłam szczególnie żebym była "zamknięta" ;P Po tym czasie widzę, że ta osoba która nam to oznajmiła, sama jest zamknięta. Dosłownie i w przenośni. Nie rozumiem rządzenia się czyimś czasem i narzucania pewnych kwestii. Dzięki temu, że mam w życiu wiele pokory to mam to co mam, w przeciwieństwie do innych.

Nic nie przychodzi łatwo. Jeśli coś chcemy musimy ciężko pracować, a już na pewno nic nie ma za darmo. Próba wykorzystywania kogoś jest bezczelnością, zrób mi to i tamto, a gdzie słowo proszę?

 Ktoś kiedyś strzelił fajne powiedzenie, że jeśli się lubi, to co się robi, to się nie przepracuje w życiu ani godziny! Nie do końca się zgadzam, uważam że tylko dawaniem z siebie wszystkiego można coś osiągnąć, pewnie to co robię jest przyjemne, ale i męczące! Doba ma za mało godzin i chcemy realizować więcej, dać ludziom więcej, bo tego też oczekują. Nie da się!
Tak! dlatego każdy odczuwa zmęczenie, nawet ten co wymyślił to cudowne powiedzenie chyba sam nie wiedział co pisze, bo był przemęczony ;)

Życzę sobie i Wam w tym Roku 2018 mniej obłudy, fałszywizny i wykorzystywania! Przede wszystkim zdrowia i miłości bo bez tego świat jest marny!





Świąteczne wspomnienia

Hej Kochani! Witam Was jeszcze świątecznymi wspomnieniami.


Święta Bożego Narodzenia, to według mnie najpiękniejsze święta. Zawsze kojarzyły mi się z ciepłem, miłością tak je zapamiętałam jako dziecko. Moi rodzicie bardzo starali się wytwarzać magiczny nastrój, co święta gościliśmy mojego Dziadka!... Tak to były cudowne wspomnienia.
Nie zawsze święta były idealne, ale zawsze takie jak lubiłam. W tym roku nikt nie zachorował, wszyscy mięli wolne od pracy, więc mogliśmy się spotkać w kompletnym najbliższym rodzinnym składzie.

Pierwsze święta tzn drugie, ale bardziej świadome Gabrysi, która obecnie ma już 16 miesięcy! Masakra jak to wszystko szybko poszło! Niedawno, bo rok temu była taka malutka, ledwo podnosiła główkę, a tu w tym roku nagle nas zaskoczyła swoją inteligencją, rozwojem fizycznym i ogólnym skokiem rozwojowym.



Zastanawialiśmy się nad tym jak sobie poradzi z natłokiem prezentów???
Pierwsze zaskoczenie było wtedy, gdy wszyscy zaczęliśmy dzielić się opłatkiem, a Ona w tym czasie bawiła się prezentem- pieskiem, (którego zobaczyła pod choinką bo nie był zapakowany i już koniec dziecko nam przepadło), po jakiejś chwili odwróciła się do nas i podeszłam z opłatkiem, zabrała go i zaczęła częstować. W międzyczasie kiedy dosłownie wpychała mi opłatek w usta, do tego mówiła po "Bobasowemu" składała swoje pierwsze życzenia ;) Podzieliła się tak z każdym. Szok, duma i podziw. Taki malec i już coś tam zaczyna kojarzyć?? Niesamowite, jak mądre potrafią być takie maluszki!





Kolejnym zaskoczeniem była sama kolacja wigilijna, która odbyła się bez kompletnego marudzenia! Siedziała sobie przy stole na swoim Bobasowym tronie, zajadając chałkę i próbując po troszku specjałów naszej kuchni. Nawet dostała kilka łyżeczek barszczyku na spróbę i o dziwo chciała więcej, ale nie dostała bo dość mocno był przyprawiony, pieprzem i czosnkiem tak jak ja lubię. Tak grzecznie przesiedziała całą kolacje, oczywiście gaworząc przy tym nieziemsko i aby być w centrum uwagi, wszyscy pękaliśmy ze śmiechu. Język "bobasowy" to jakaś mieszanka klingońskiego z japońskim :D
 Po skończonej uczcie, zabraliśmy się do odpakowywania prezentów i...??? Wszystko ją ciekawiło!  Bałam się troszkę że będzie reagowała, płaczem lub ignorowaniem. Znam starsze dzieci, które kompletnie nie przejawiały żadnego entuzjazmu z otrzymanych prezentów, są też takie które histerycznie płaczą. Osoby towarzyszące całemu procesowi mogą być lekko zdziwione.W naszym przypadku nic bardziej mylnego! Wszystko było ciekawe! Oczy się zabłyszczały! Wszystko przez Nią zostało dotknięte, słychać było śmiechy, piski z zachwytu, sapania z przejęcia! Bawiła się chwilę jedną zabawką, potem poszła do kolejnej i tak w kółko ;) Wszyscy mięliśmy show, zamiast tv, zresztą w święta i tak nie oglądamy.
Dla Matki nie ma nic cudowniejszego, jak widok dobrze rozwijającego się intelektualnie i fizycznie dziecka. Wiem, że niektóre dzieci rzucają zabawki w kąt, inne buczą, inne niszczą, moje się bawi! Osiągnęłam sukces, choć dzieciaczek taki jeszcze mały!





Zawsze gdy z mężem kupujemy zabawkę, siadamy z Nią i pokazujemy jak się bawić, czytamy książeczki. (choć czytanie kiedyś było dla mnie kwestią dość peszącą, już teraz jest przyjemnością! tak zmienia macierzyństwo człowieka).
Wiem, że są rodzice, których denerwują zabawki z muzyką i dźwiękami, ale pamiętajcie że te zabawki pobudzają rozwój dziecka! Nam nigdy nie przeszkadzają melodie i dźwięki! Jeśli się widzi jak dziecko krok, po kroku osiąga nowe poziomy w nauce poprzez zabawę, to nawet nie myśli się o takich rzeczach.
Mąż jest pasjonatem w dobieraniu tych mądrych zabawek dla Gabrysi.
Chyba właśnie poprzez tą naszą wspólną zabawę dziecko zaczyna być otwarte na nowe. Zachęcam Was do tego samego, wspólne zabawy bardzo scalają całą rodzinę! Powiem więcej dzięki zabawkom edukacyjnym sama zaczynam śpiewać piosenki, tańczymy wszyscy razem! Istny dom wariatów! ale tak wygląda szczęśliwy dom!














No nic, rozmarzyłam się, tym przypomnianym niedawno świętem, które już jest wspomnieniem.
Kwestia dewastowania choinki? Nie ma u nas takiej możliwości, kiedy ją wystroiłam, Gabi była bardzo ciekawa. Zaczynała dotykać lekko szarpać, ale ją oduczyłam w 20 min. Kilka razy powiedziałam, że nie wolno, odłożyłam rzecz na miejsce oraz wyciągałam inne rzeczy które trzymała w rączce, powiedziałam spokojnie, że można dotykać, ale szarpać i ściągać już nie i zadziałało. Choinkę ignoruje ;) Jak widzicie jak się pomyśli to na wszystko jest sposób, uważam że dziecko powinno się wychowywać od maleńkości, a nie dopiero jak już będzie miało 4 lata! My pokazujemy ograniczenia, budujemy zasady które są wartościowe, nakazy ale pokazujemy przyjemną stronę życia, zabawę, czułość, przyjemny nastrój. Najlepiej zacząć jak najwcześniej!

Pozdrawiam Mam nadzieje, że Wasze święta w tym roku były tak piękne jak nasze! Oby zawsze były takie cudowne spokojne i rodzinne! Tego sobie życzę! Do następnego!

niesterydowa walka z egzemą krem MORAZ

Hej Kochani!

Po ciąży nie ma słodko i każda z nas to wie. Jednym wypadają włosy i nawet już po dłuższym czasie gdy myślimy, że nasz organizm doszedł do siebie, to okazuje się że z włosami, nadal są kłopoty.
Jeszcze inne z nas mają problemy "kobiece", inne ze skórą i paznokciami, lub mamy gorszą odporność i częściej chorujemy.
Mnie dotknęły dwie przypadłości, problemy ze skórą na rękach i pękające rozdwojone, obrzydliwe paznokcie!



Tym razem o skórze. Moje dłonie zrobiły się jak dłonie chorego człowieka. Zaczęły wyglądać bardzo staro, skóra zaczęła pękać w niektórych miejscach i pojawiała się swędząca szczypiąca egzema!
Ten problem jest dokuczliwy, bo dłonie są ciągle narażone na jakieś urazy, ciągłą pracę. Stosowałam sterydy, ale doszłam do wniosku, że to i tak nie rozwiązuje problemu.

No właśnie w czym ten problem tkwi?

Może to być problem natury pokarmowej, jakiś składnik może mnie uczulać;
Może to być problem związany z detergentami jakich używam do mycia naczyń
Lub niedobory którejś z witamin.

Najlepiej byłoby iść do lekarza, ale ja nie mam na to czasu. Zresztą nasi specjaliści żadko zalecają badania, raczej patrzą i każdemu dają to samo.
Nie znam dobrego dermatologa! przykro mi.!

Jak prawdziwy Polak leczę się sama. Zaopatrzyłam się w kompleks witamin z grupy B z Solgara i zaczęłam szukać kremów! Nie leków, tylko czegoś naturalnego.

Jakiś czas temu słyszałam, że na egzemę dobry jest również olej konopny, ale u mnie jakoś się nie sprawdził.

Powiem Wam, szczerze że moje dziecko ma już 15 miesięcy i ja dopiero teraz "dochodzę" do równowagi z tymi skórnymi problemami.
Przez ostatnie 13 miesięcy próbowałam już chyba wszystkiego, Bepantenu, wszystkich możliwych aptecznych kremów. Nic mi nie pomagało, skóra dalej była sucha jak pieprz. Wręcz dotykając jej traciłam czucie.  Miejscami wyglądała jak wylinka węża.


W końcu po roku poszukiwań, bardzo intensywnych dostałam krem MORAZ! To jest jakiś cud! Bez sterydów, bez leków. Dłonie z dnia na dzień zaczęły przypominać dłonie kobiety! Hurra! to działa! Nie tylko swędzenie ustąpiło, skóra zaczynała odżywać, nabierać koloru. Po krótkim czasie bo w przeciągu 3 dni miejsca które były jak skorupa żółwia zaczęły być miękkie. Skóra ukojona jakby dostała plaster na ranę!! Powiem Wam szczerze, że tego mi było trzeba!
Dlatego też ten post musiał powstać, po to abyście nie szukały czegoś co nie działa!
Ten krem pomaga wyeliminować używanie maści sterydowych! Jest naturalny to produkt z Izraela, więc tym bardziej macie pewność, że jest skuteczny.


Macie tu ściągę co nam obiecuje producent:
Niezwykłe odżywcze właściwości rdestu (Polygonum) są znane od wielu lat, podobnie jak jego działanie ochronne. Rdest to roślina rosnąca w Izraelu, bogata w składniki organiczne, witaminy oraz naturalne kwasy, które chronią skórę, przywracają jej równowagę i posiadają właściwości kojące. Produkty uzyskiwane z tej rośliny charakteryzuje niezwykła jakość i holistyczny sposób działania.
Silnie działający krem ochronny przeznaczony do skóry rąk. Chroni ją przed przesuszeniem oraz uszkodzeniami, nawet gdy jest narażona na działanie niekorzystnych czynników. Pomaga przywrócić skórze zdrowy wygląd, sprężystość i odpowiednie nawilżenie. Może być również używany na obszary suchej skóry na innych częściach ciała.
Opakowanie biodegradowalne. Nie testowano na zwierzętach.
Produkt przyjazny dla środowiska. Zawiera 75% wyciąg z rdestu.


Teraz coś o konsystencji. Jest rzadsza niż kremy z natłuszczaczami. Mamy do czynienia bardziej z balsamem niż tłustym kremem. 
Po rozsmarowaniu skóra staje się taka jakby lekko mokra i dość szybko krem wsiąka w skórę.

Kolor kremu jest lekko pomarańczowy.
Zapach, ziołowy i tutaj mi ten zapach nie odpowiada kompletnie, ale efekt jest wart tego "smrodku" ;)
Cena w zależności od apteki i czy są promocje powyżej 30zł. 

Najlepsze byłoby po każdej aktywności narażającej skórę od razu nakładać ten krem w celu ochrony, lub utrzymania skóry w dobrej kondycji. Wtedy mamy gwarancje, że skóra wygląda zdrowo i jest na prawdę odczuwalnie odżywiona. Więc nic nowego nie napiszę że systematyczność jest podstawą leczenia.


Jeśli pracujecie na budowie, lub Wasi mężowie, albo wykonujecie prace które narażają skórę dłoni, to uważam że ten krem jest dla Was! Nie zależnie od płci. 
Skończyłam jedno i teraz używam drugie opakowanie i na bank kupię kolejne!

Jakiś czas temu kupowałam różne kremy do rąk, na niektóre byłam nawet uczulona. Wszystkie kremy działały tylko chwilkę. Kolejną kwestą było też to, że nie znoszę tłustego filmu na rękach! Nic nie mogę zrobić, albo po prostu mam ochotę krem zmyć po 10 minutach. Tutaj nie ma tego problemu!

Czasami również wyskoczy mi jakaś niespodzianka na zgięciach na rękach i wtedy również używam tego kremu, punktowo. Na następny dzień "paskudy" znikają.  

krem kupicie w dobrej aptece mój jest z Superpharm, ale na necie też go znajdziecie


Powoli dochodzę do równowagi, jeszcze to nie jest etap całkowitego wyleczenia, ale problemy skórne ogólnie dość długo się leczy. Nie jest to regułą, że po ciąży coś takiego może się nam przytrafić, ja mam do tego predyspozycje. Od małego zmagałam się z egzemą. Jaka dorosła kobieta przestałam mieć problemy, jednak ciąża osłabiła mój organizm i znowu zachorowałam ze zdwojoną siłą.
Taka przypadłość potrafi skutecznie utrudniać życie, a do tego jest dość wstydliwa, bo ręce są widoczne i wstyd pokazywać takie brzydkie dłonie ludziom.

Oprócz tej dolegliwości skórnejzmagam się z paznokciami, jest to dla mnie temat wstydliwy, bo ani nie mogę pomalować paznokci niczym! Żadna odżywka na mnie nie działa, to jeszcze nie mogę ich piłować, za każdym razem po piłowaniu rozwarstwiają się....ale to inny temat o którym napiszę Wam innym razem.

Krem Moraz jest moim wielkim odkryciem, dlatego chciałam Ci go polecić na problem! Jeśli mogłam pomóc choć jednej osobie to odniosłam sukces!
Pozdrawiam i do następnego!

Atumn with Na-Kd

Czas płynie tak szybko, że zdaje się być pstryknięciem palców. Niedawno było zielono, potem kolorowo a teraz już szaro i ponuro.
Nie dawno moje dziecko było tak małe, że kładąc ją do łóżeczka, gdzieś w nim się topiła, ciężko główkę podnosiła. Teraz łóżeczko zaczyna być już ciasnawe, a bobas chodzi samodzielnie.  Ciesze się, że jest coś takiego jak wspomnienia fotograficzne, bo nasza pamięć jest krótkotrwała. Raczej wszystkiego nie jesteśmy w stanie spamiętać. Nasza pamięć to taki kontur wspomnień. Dzięki fotografii i filmikom mamy możliwość wrócić realistycznie wspomnieniami do chwili. Widząc przeszłość topię się w sentymentach i rozczuleniu. 
Niektóre chwile, cieszę się że już są za mną, jednak niektóre bardzo bym chciała aby pozostały z nami na dłużej.  Też tak masz?
Tak więc wrzucam kilka kolorowych wspomnień pięknej złotej jesieni.
.
.
.
i już wracam do szarej Polskiej rzeczywistości.





















Bluzka z kwiatami, bluzka w niebieskie listki, kolczyki, sweter możecie kupić w NA-KD

Wypad na zakynthos



Hej Kochani!
Opowiem Wam troszkę o naszym wypadzie na grecką wyspę Zakynthos. Nie będzie to opowieść typowo podróżnicza, bo taką możecie przeczytać w każdym dobrym przewodniku, ale taka z perspektywy matki 13 miesięcznego dziecka. Pamiętajcie, że jeśli wyjeżdżamy za granicę z maluszkiem, to trzeba mu wyrobić dowód....a i przygotujcie się na miliard zdjęć ;)

maria sporysz neczek

Pierwsze o czym chciałam napisać to moje obawy. Jak to będzie??? Przecież dziecko już jest świadome wielu rzeczy, jest na etapie pokazywania własnego ja. Zaczyna być niezależne, co potrafi utrudniać najzwyklejsze czynności. Myślę, że wiele matek ma obawy co do dalszej podróży, bo przecież trzeba pokonać daleką podróż autem na lotnisko, następnie przejść przez odprawę. Poczekać na lotnisku jakiś czas - potem autobus-podjechać pod samolot. Wejść do samolotu, poczekać jakiś czas aż ruszy, obawy co do zachowania podczas 2:20 godzinnego lotu... w końcu przylot, znowu czekanie na bagaże i podróż autokarem do hotelu. Gdzieś po drodze musi być obiad, przewijanie pieluchy.

Normalnie jako para nigdy się nad tak błahymi rzeczami nie zastanawiamy. Podróż to jest naturalna czynność jaką wykonujemy. Posiadając malucha rodzice muszą pokonać wiele przeszkód. Trzeba trochę pokombinować, aby dziecko czymś zająć. Zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy sami na pokładzie, troszkę jednak boimy się reakcji ludzi na płaczące dziecko. Boimy się też troszkę wstydu jakie dziecko może nam zrobić.


Z naszej perspektywy pokonania podróży:
Spodziewałam  się że będzie armagedon, ale mogę z ręką na sercu powiedzieć, że nie taki diabeł straszny. Najstraszniejszy jest strach przed nieznanym, pokonanie tego pierwszego razu.

Muszę Wam powiedzieć że nasze dziecko nigdy nie latało, nie jeździło autokarami czy autobusem. Tutaj Bravo Ona! Udało się, autokar to był pikuś-spała, mimo dość długiej podróży do hotelu, autobus też spoko, ani grama marudzenia. W przypadku samolotu nie było już tak różowo. Dlaczego?
Dlatego że trzeba trzymać dziecko przy starcie, lub turbulencjach przypięte w pasami bezpieczeństwa na kolanach. Nie ma żadnego fotelika, nic z tych rzeczy, jest to odrobinę utrudnione zadanie. Nie ma innej opcji nie przypięcia dziecka pasami, każda negocjacja ze stewardesą jest bezsensowna. Wiadomo, że personel pokładowy dba o nasze bezpieczeństwo.

...Więc zaczęło się marudzenie. Jednak nie byłabym sobą gdybym nie próbowała jakoś zabawiać dziecka. Warto też dać coś do przekąszenia dziecku, np kupiłam biszkopty, podawałam picie. Niemalże natychmiast trzeba reagować, aby się nie rozkręciło. Udało się, zwalczyliśmy marudzenie i to dość szybko. Co okazało się zbawienne? stara dobra komórka z nagranymi z tv krótkimi filmikami, kiedy się znudziła oglądała swoje ulubione książeczki i bawiłyśmy się w czytanie. Gdy to już przestało działać bawiła się zwykłymi nakrętkami z butelek. ...Tak moi kochani im banalniejsza zabawa tym dziecko dłużej się zajmuje!
 Bawiłyśmy się też w pokazywanie rozkładania tacki samolotowej... i tak właśnie przegapiłam lądowanie. Mąż mi powiedział lądujemy i już... Koniec ;) Szybkie hamowanie i po wszystkim. Tak z Gabi minął mi czas w samolocie, czyli było całkiem przyzwoicie. (Choć przyznam Wam szczerze że miałam małą nadzieje, że zaśnie, jednak nie Ona , za to inne dzieci spały ;)) W drodze powrotnej do Polski jednak była dużo bardziej łaskawa spała u Męża na kolanach, a ja już się relaksowałam, podczas gdy inne dzieci buczały. Wtedy właśnie poczułam ulgę, że to nie Ona i wielkie współczucie gdy spoglądałam na uciszających swoje maluszki rodziców. (Chodzili po pokładzie samolotu speszeni, więc uśmiechałam się i mówiłam, że znam ten ból).


Kochani, rozchmurzcie się! Nie ma reguły jak dziecko zachowa się w danym momencie. Wszystko zależy od sytuacji, dosłownie od momentu. Pamiętajcie, że latając nigdy nie jesteście sami, więc ktoś inny ma ten sam problem co Wy. Moja zasada brzmi nie bać się tylko reagować w danym momencie, natychmiast. Żyć teraźniejszością i reagować z głową. Nie święci garnki lepią!
 Co było cudowne? siedzieliśmy we 3, nikt koło nas nie siedział ;) Choć ostrzegano mnie w biurze podróży, że będzie ktoś siedział obcy obok. Dziecko jest jeszcze za małe na siedzenie na osobnym fotelu, jednak na całe szczęście nie dali nam nikogo. Tak więc jedno wolne miejsce było nasze. Wtedy tak na dobrą sprawę odetchnęłam z ulgą, to była moja największa obawa, stres opadł.

Warto jest podać dziecku wodę lub smoczek podczas wzbijania się samolotu do lotu, gdyż mogą zatkać się uszy, dziecko może też marudzić bo zaczyna go boleć głowa. Lot samolotem to przecież zmiana ciśnienia. Czasem dorosły to odczuwa, ale potrafi powiedzieć co czuje, maluszek już nie.

Linie lotnicze którymi lecieliśmy to czeska firma Travel Service. Bardzo przyjemny lot i podali nam darmową wodę do picia ;) Można było kupić przekąski, a "akwizycja" nie była nachalna. Nie było żadnych zegarków, bransoletek, koszulek i całej masy pierdół do kupienia w samolocie, za co wielki plus!
w drodze na Zakynthos

Droga powrotna,  20 min do podejścia do lądowania Gabi śpi, wcześniej spała w pozycji leżącej, ale stewardesa kazała ją przypiąć. Na całe szczęście się nie obudziła przy zmienianiu pozycji, zrobiliśmy to bardzo delikatnie więc Jesteśmy mistrzami! ;)


Dostarczenie nas do hotelu też trwało około 40 min, ale to był już relaks. Kierowca jechał ostrożnie (nie to co na Maderze, bez szaleństw). Dojechaliśmy do hotelu Pelagos Zante, który sobie wybraliśmy świadomie, przed czasem. Wszyscy dostali klucze, oprócz nas, gdyż jeszcze nie dostarczono łóżeczka turystycznego do naszego pokoju, więc musieliśmy chwilkę poczekać. Nie było w tym nic strasznego, bo po pierwsze poszliśmy na krótki spacer rozprostować kości, po drugie zobaczyliśmy okolice i cudowne morze.  Później zaczęliśmy się już rozpakowywać, poszliśmy na kolacje i spacer po plaży. Wracając z wieczornego spaceru, doznaliśmy szoku wchodząc do pokoju. Dostaliśmy szampana i owoce (pewnie w ramach przeprosin za czekanie na pokój) co było niesamowicie miłe.



Widok z naszego pokoju na morze i otoczenie hotelu od strony balkonu
Widok od strony wejścia do pokoju na okolicę.



Nocny widok z naszego hotelu na płynący prom

Nasz Hotel wybraliśmy świadomie. Poprosiliśmy w biurze podróży, aby pokój był na piętrze i taki dostaliśmy. Okolica jest bardzo spokojna, w zasadzie jest tylko ten hotel i 3 tawerny nic więcej. Idąc w kierunku ulicy głównej jest tylko jeden sklep wielobranżowy i wypożyczalnia pojazdów. Jednak ja zdecydowałam się na to położenie ze względu na spokój, i na to że morze było 50m od hotelu. Zależało mi na tym aby moje Dziecko mogło wdychać świeże powietrze i abyśmy mogli kilka razy dziennie odwiedzać plaże w każdym momencie. Poza tym wynajęliśmy przez cały pobyt samochód więc mogliśmy się udać tak na dobrą sprawę wszędzie ;) To rozwiązanie bardzo Wam polecam! Niesamowite poczucie wolności i swobody!


Widoczek na morze z balkonu restauracji hotelowej

Pomimo, że hotel ma tylko jedno piętro, to posiada windę, więc jeżdżenie wózkiem z dzieckiem nie było kompletnie problemem.
Pokój w hotelu Pelagos Zante był średniej wielkości, posiadał sypialnię z łożem małżeńskim i odcięciem od sypialni w postaci przesuwnych drewnianych drzwi (po zamknięciu drzwi robił się taki pokoik gościnny, w którym stało łóżeczko turystyczne Gabisi).
Była oczywiście również łazienka z WC. Pokój wyposażony był w klimatyzację (po pilota do sterowania trzeba udać się na recepcję), był również czajnik dwie filiżanki, telewizor ( z polskimi stacjami ;P), w pokoju działało super Wifi. Oprócz tego w pokoju były instrukcje w języku polskim co gdzie można dostać i o której są posiłki. Pokój posiadał fajny duży balkon z moskitierą, widok na basen i morze. W Pelagosie nie dostaniemy klucza do pokoju, tylko kartę magnetyczną do otwierania drzwi. Trzeba pamiętać o karcie przy wychodzeniu z pokoju, gdyż drzwi zatrzaskują się z zewnątrz. Bez karty już sobie nie otworzymy drzwi .Pokoik bardzo ładny i przytulny, codziennie sprzątany i wymieniana pościel. W łazience zapas papieru toaletowego ;P ręczniki, suszarka i zestaw do kąpieli. W kwestii wyposażenia i standardu pokoju nie można się do niczego doczepić, wszystko nowe i czyste.
Do czego mogę się doczepić? Brak zjeżdżalni dla maluchów jakiegoś takiego malutkiego placu zabaw. Myślę jednak, że hotel w to zainwestuje bo był otwarty w tym roku i na pewnie coś jeszcze będą modyfikować.
Nasz pokój był bardzo przytulny i wygodny




Organizacja posiłków dla dziecka na wyjeździe może być problemem, oczywiście dla tych którzy udają się w dalszą podróż po raz pierwszy. Jak sobie poradziliśmy?
W Polsce na lotnisku karmiłam Gabi rosołkiem z lanym ciastem, mięskiem i marchewką, które zabrałam do termosu (potem termos oddałam mojej Mamie). Nakarmiłam ją przed wylotem więc nie było problemu z posiłkiem w samolocie, gdyż była najedzona.
Po przylocie, dostaliśmy kolacje, tam dałam jej rybkę i pomidory.
Wybraliśmy opcję hotelu all inclusive, żeby nie martwić się o jedzenie. Grecy generalnie się nie spieszą, więc jedzenie w restauracji i czekanie na posiłek z dzieckiem ok. 40 min jakoś mnie nie urządzało. Dlatego właśnie opcja all inclusive była strzałem w 10! Kiedy Gabrysia spała, a była pora obiadowa braliśmy ze sobą jej plastikowy talerzyk i zabieraliśmy posiłek do pokoju. Czasem też chodziła z nami jak nie spała i zajadała w stołówce.
Pomimo tego, byliśmy z Gabą w tawernie, aby spróbować dań z restauracji i mieć inne  smaki do porównania.

Jedzenie hotelowe: muszę przyznać że to kwestia smaków. Jeszcze taki się nie narodził, co by każdemu dogodził. Dania były podawane na bemarze w formie szwedzkiego stołu. Jeśli chodzi o śniadania, to najmniej mi smakowały, ale za to obiady i kolacje były cudowne. Oczywiście do każdego posiłku można było sobie wziąć coś na słodko, napoje i alkohole! Były pewne rzeczy które ciągle się powtarzały, takie jak frytki i pizza, ale były też owoce morza, które robiła starsza Pani na bieżąco na naszych oczach. Moimi ukochanymi daniami były małże, makaron z owocami morza, risotto z grzybami, łosoś w sosie pomarańczowym i mussaka! Obłęd! Pycha (aż mi ślinka cieknie na samą myśl)
Karmienie dziecka to była bajka! Można było wziąć jajecznicę, jajko sadzone, bułeczkę, pancakes, rybkę (zawsze świeżą Gaba ją uwielbiała i jadła mnóstwo, aż sami się dziwiliśmy) Ryby były bez ości! Mogłabym tak wymieniać! Na stołówce były krzesełka dla maluchów, także też nie było żadnych problemów.
Oprócz tego wzięliśmy ze sobą też mleko modyfikowane i kaszkę, oraz Jej ulubione przysmaki. Mleko podawaliśmy na śniadanie i kolację ostatni posiłek. Resztę posiłków to były rybki z restauracji i ze stołówki naleśniki, jajka sadzone, warzywa, owoce.  Jogurty greckie i owoce których nie podawali na stołówce kupowaliśmy w sklepach.
 Dzięki temu, że wzięliśmy ulubione przekąski Gabi, w czasie zwiedzania wyspy mięliśmy trochę czasu, robiliśmy zdjęcia lub oglądaliśmy widoki, a Ona sobie chrupała w tym czasie ;) Oczywiście warto też na wycieczki brać ulubione zabawki, książeczki.




Dania zamówione w tawernie


Jedynym minusem w naszym hotelu była mała stołówka, ale my sobie ogarnęliśmy pory, o których nie było już tłumów i jadło się bardzo przyjemnie. Kelnerzy i kelnerki niesamowicie mili, wręcz panowała domowa atmosfera. Panie z recepcji też szalenie miłe i rozmowne. Uczyliśmy się greckiego, a one już umiały słowa polskie.

Można było brać z baru alkohole ile dusza zapragnie (i tu budziła się natura Polaka alkoholika u naszych rodaków. Ludzie jaszcze przed 10 szli na basen z drinkami! SZOK i wstyd! Wieczorami było słychać pijackie śpiewki więc spaliśmy ciągle przy zamkniętych drzwiach balkonowych i włączonej klimatyzacji).

Organizacja naszego czasu, to były wyjazdy wynajętym autem i zwiedzanie zaplanowanych wcześniej pięknych miejsc Zakynthosu. Nasz dzień wyglądał tak: śniadanie, spacer po plaży i wyjazd autem i tak aż do obiadu (drzemka Gabi), potem znowu spacer i znowu wyjazd, kolacja (usypianie Gabi) i znowu spacer ;)
Drzemka Bobasa więc my odpoczywamy na balkonie przy kawce i podziwianiu widoczków

Jak widzicie nasz czas był bardzo aktywnie wykorzystany.
Zakynthos to miejsce gdzie warto przyjechać, zwłaszcza jeśli kochacie piękne widoki i przyrodę. Było to najbardziej niewiarygodne miejsce w jakim byłam, pod kątem widoków. Byłam zaszokowana jak natura potrafiła stworzyć tak niesamowicie zróżnicowaną wyspę. Gdziekolwiek byśmy pojechali każdy zakątek potrafi nas zachwycić, jest inny. Na prawdę polecam wynajem samochodu, bo to daje nam poczucie niezależności i zwiększa możliwości poznawcze.





Fajne w wyspie jest to, że nie jest jakaś szczególnie duża i autem spokojnie możemy ją szybko zwiedzić. Tym razem podróżując zależało mi bardziej na widokach niż na zwiedzaniu. Oczywiście na wyspie jest parę miejsc do zwiedzenia, jednak z maluchem to może być utrudnione ;) Małe dziecko 13-sto miesięczne, pragnie wszystkiego dotknąć nie znana jeszcze pewnych granic, ciężko więc chodzić po muzeach, więc pod kątem wypoczynku na łonie natury to wyspa jest idealna. Uważam również, że jest idealna dla zakochanych par!
Można cudownie i na luzie spędzić czas! Tak Kochani nawet z dzieckiem!



 Jak zachowywało się dziecko podczas podróży autem? Była bardzo grzeczna, bo ogólnie dużo jeździmy w Polsce. W pierwszy dzień był lekki chaos, ale to dlatego że nie znaliśmy kompletnie drogi i trzeba było ogarnąć obce auto. Wszystko trzeba było na spokojnie opanować.  Podczas drogi Gabrysia przytulała się do maskotki którą sama sobie wybrała.  Dużo też spała podczas jazdy.




Chciałam bardzo podziękować mojemu Mężowi za to, że był tak odważny i wszędzie jeździł tam gdzie sobie wymyśliłam. Jednak to był nieznany kraj, nieznane trasy, które razem planowaliśmy. Jestem z niego dumna i z jego orientacji w terenie, ja nawigowałam On prowadził! Wyszło Rewelacyjnie bo dzięki tej odwadze zwiedziliśmy większość wyspy!





Drogi na Zakynthosie są bardzo wąskie, miejscami tylko na szerokość jednego auta, choć są dwukierunkowe. Trzeba uważać, gdyż dodatkowo droga jest niesamowicie kręta. Czasami jadąc, człowiek się zastanawia czy jedzie dobrze, bo to jest nie do uwierzenia że ta droga, którą jedziemy wypada na główną ;) Główne drogi też nie wyglądają lepiej. Nie oszukujmy się jazda po wyspie nie należy do najbezpieczniejszych, więc trzeba jeździć ostrożnie. 
Bardzo przyjemni są Grecy, zawsze przepuszczają, machają rękami-pozdrawiają, dziękują. /tutaj mogliby się Polacy od nich wiele nauczyć/ Jeździ się bardzo spokojnie i na luzie.  







Mieszkańcy Zakynthos to bardzo mili ludzie. Nie spotkaliśmy się z żadną niemiłą sytuacją, wręcz przeciwnie same sympatyczne zdarzenia nam się przytrafiały. Grecy nigdzie się nie spieszą, są uśmiechnięci. Ze znajomością języka angielskiego bywa bardzo różnie, jednak zawsze można się dogadać. Bardzo lubią dzieci, na pewno bardzo się podobała nasza córka, bo dostała kilka darmowych rzeczy :) co dla nas było bardzo miłe. Często widać jak całe rodziny zasiadają do sjesty i ucztują, cieszą się swoją obecnością. Widać, że wiele przykładają uwagi rodzinie i jest dla nich najważniejsza. Generalnie jestem bardzo zadowolona, że wybrałam tą wyspę na pierwszą podróż z dzieckiem. Bardzo miłe jest również to, że niektórzy Grecy na Zakynthos próbują mówić po Polsku ;)
Wybierając tą wyspę czasem ma się ważenie, że jesteśmy w Zakopanym ;P Jest dużo polaków turystów.






Jeśli chodzi o architekturę, wszystko zależy od tego gdzie jesteśmy. Bywają piękne budynki, ładnie otynkowane, zagospodarowane, ale jest bardzo dużo domów nie dokończonych, obdrapanych, dużo budów, które niszczeją i to jest dość smutne. Niestety wyspa też ma kilka minusów, wszędzie walają się śmieci.
Grecy szczególnie nie dbają o swoje miejsca widokowe, można pomyśleć, że jest jak jest i po co coś unowocześniać, po co inwestować.
 Nie zależnie gdzie jesteśmy czy na szczycie zatoki Wraku czy na plaży, czy w mieście: śmieci, śmieci. Wszędzie stoją kosze, ale śmieci leżą obok i dookoła całej pięknej przyrody tej wyspy. Tak na dobrą sprawę jak się wpatrzycie w zdjęcia to wszędzie je widać.














Jeżdżenie wózkiem po miastach bywa utrudnione. Niektóre miejsca są "ucywilizowane", w innych brak nawet chodników. Cieszę się bardzo, że kupiliśmy wózek parasolkę Cartero, muszę przyznać, że zdał egzamin! Jest lekki można go założyć na ramię. Jedyną upierdliwą rzeczą było znalezienie sposobu na pałąk, jednak daliśmy sobie i z tym radę ;) Polecam Wam ten wózek, bo jest bardzo lekki, bardzo tani, szybko się składa i czasem ratuje nam życie i sytuacje, a my możemy przez chwilę delektować się widoczkami  ;)













Cóż Wam mogę powiedzieć woda z każdej strony wyspy jest inna, ale przejrzysta i piękna! W każdym miejscu widać dno morskie, nie zależnie od tego czy mamy piasek, kamienie czy skały! 
Każda plaża na wyspie jest inna i ma coś w sobie. Są plaże na które możemy się wybrać z dziećmi bez problemu i mamy piasek, ale są też plaże trudniej dostępne, skaliste i kamieniste, myślę że niezbyt odpowiednie dla aż tak małych dzieci.






Jednym z piękniejszych miejsc jest wzgórze na którym widać zatokę Wraku. Jednak myślałam, że będzie ona wyglądała inaczej. Nie spodziewałam się tylu śmieci. Nie spodziewałam się również, że jest tylko jeden malutki balkonik widokowy, z którego robi się zdjęcia (z kilometrową kolejką ludzi). Oczywiście są inne metody zobaczenia zatoki. My nie zdecydowaliśmy się na krętą górską wspinaczkę aby zobaczyć zatokę z innej perspektywy, baliśmy się o życie dziecka, więc aby zobaczyć zatokę wymieniliśmy się pilnowaniem Gabi. Przeskoczyliśmy murek i tak oto można było zobaczyć zatokę. Cóż dość niebezpieczne rozwiązanie, ale szybkie, czekanie w kilometrowej kolejce w palącym słońcu z małym dzieckiem odpada!
Widoki były tego warte! Widać cudowny kolor morza, dosłownie jak z bajki!
Powiem szczerze, że robiąc zdjęcie nad niezabezpieczoną przepaścią miałam mega pietra :P to było dla mnie, człowieka bardzo spokojnego i lubiącego grunt pod nogami, mega ekstremalne doświadczenie. Zwróćcie uwagę na to jacy mali są ludzie na plaży w zatoce... taka wysokość.






Wiele magicznych miejsc można odkryć na tej wyspie, widoki potrafią zapierać dech w piersiach.  Cudownie jest być ze sobą razem i móc cieszyć się tyloma pięknymi widokami. 
Urzekła mnie szczególnie południowo- wschodnia część Zakynthosu,  tam gdzie jest Cameo Island. Widoki, architektura, port, wszystko mi się tam podobało. Szczerze powiedziawszy gdybym miała znowu odwiedzić wyspę, wybrałabym w tamtym rejonie hotel. 
































Jak się zachowywała na 13 miesięczna pociecha? Podczas całego pobytu była grzeczna, czasem marudziła, ale nic nadzwyczajnego. Bardzo dobrze jej zrobił wyjazd. Stała się bardziej otwarta, mniej marudna. Wiele podróżowaliśmy, ale też mieliśmy Ją na uwadze, więc to nie były bardzo długie i męczące wycieczki.  Fakt, że bardzo dużo chodziliśmy dziennie. Bardzo dobrze zrobiły jej kontakty z obcymi ludźmi, spacery wzdłuż linii brzegowej morza, wypady do sklepów, restauracji, kawiarni. Miała wiele różnych bodźców, które przyczyniły się do błyskawicznego rozwoju mózgowego i fizycznego. Dzięki tej zmianie otoczenia zaczęła chodzić całkowicie samodzielnie bez trzymania za rękę. Nauczyła się wypowiadania słów z pokazywaniem obrazków w książeczce, np. pokazując na tygrysa, poprawnie wypowiedziała nazwę.
 Zawsze na wycieczkach mieliśmy ze sobą wodę, jogurty, biszkopty. 
Przebierałam pieluszkę w aucie, miałam zapasowe woreczki na zużyte pieluszki, które później po powrocie wyrzucałam do kubełka w łazience. 
Po powrocie z wycieczki od razu Ją kładliśmy do łóżeczka, żeby mogła wygodnie wypocząć. Dawaliśmy Jej czas na drzemki, sami w międzyczasie szliśmy na obiad. Wszystko mieliśmy pod kontrolą, czas i organizacje.

Co warto zabrać ze sobą na wakacje? Wózek ;) wanienkę turystyczną z zabawkami do kąpieli, o butelkach i mleku nie będę wspominać bo to chyba jest oczywiste. Zabawki-książeczki ;) Leki (na szczęście nic nie musiałam podawać). Przez cały pobyt dostawała Dicoflor, aby uchronić Ją przed infekcjami i nic nie złapała. 
















Roślinność na Zakynthos jest różnorodna, choć przypuszczam, że gdybyśmy przylecieli w maju lub czerwcu byłoby dużo bardziej zielono. W październiku trawy i niektóre rośliny już były wypalone słońcem, choć zdarzały się miejsca w których była piękna zieleń. Jednak ja i tak dostrzegłam wiele egzotyki i pięknych roślin. Nie byłabym sobą gdybym ich nie sfotografowała. Zwiedzając wyspę z perspektywy auta większość roślin uprawnych to gaje oliwne, bo z tego słynie wyspa z uprawy oliwek.































Na pytanie czy da się wypocząć z małym dzieckiem na wakacjach? Odpowiem TAK! Wszystko zależy od organizacji. My troszkę zaszaleliśmy i pomęczyliśmy dziecko, chcąc zobaczyć, to i owo. Mając all inclusive można stale siedzieć przy basenie, lub na plaży przy hotelowej, ale po co?   Gdybym nie chciała się ruszać z miejsca, to zostałbym w domu i włączyła telewizor, może jakiś program z ładnymi widoczkami ;P
Jednak to nie my ;P Uwielbiamy szaleć! Kochamy aktywnie wypoczywać, chodzić. Cieszyć się naturą i przyrodą. Nie jesteśmy z tych ludzi co siedzą na basenie i piją drinki od rana do wieczora, palą papierosy i plotkują o pierdołach. Dla nas liczą się nowe miejsca, wyzwania, zmiana otoczenia i czerpanie wzrokiem wszystkiego co niecodzienne.  Swoją drogą to żałosne oglądać ludzi jak piją i wykorzystują to, że mają za darmo pewne rzeczy, tak bez umiaru... tak właśnie wypracowuje się opinia o nas jako narodzie. 

Spokojnie możemy spędzić na Zakynthosie romantyczne i pełne magii wakacje.
Uważam że ta wyspa ma w sobie magię, pomijając te śmieci :( Może na początku sezonu grecy je pozbierają..?)
Mimo tego, że mieliśmy auto, jednak zostało jeszcze kilka miejsc do zobaczenia. Może tam wrócimy jeszcze? Kto wie?















Nie byłabym sobą gdybym nie kupiła sobie bransoletek, ale oczywiście na tym się nie skończyło ;) 
Nakupiliśmy sobie, dziecku, znajomym i rodzinie całą masę pamiątek, część już zjedliśmy ;P Jeśli chodzi o to czy na wyspie jest drogo? Dla mnie nie, jest dużo taniej niż na Maderze. 
Oprócz tych rzeczy na zdjęciu mam jeszcze krem do rąk z oliwek i maskę (lava ash) do włosów, ale to już jest produkt z Santorini. 


Spokojnie mogę polecić Zakynthos zakochanym parom, rodzinom z dziećmi, osobom starszym. Każdy znajdzie coś dla siebie. 
Jednak przed czym mogę Was ostrzec, to przed tym, że nie wszędzie jest bezpiecznie. Jeśli ktoś nie czuje się dobrze na wysokościach, to może mieć problem (np. osoby starsze z zaburzoną równowagą), choćby do zwiedzania zatoki Wraku z góry, lub niektórych plaż. Spotkałam się również z innym problemem, mianowicie pewna Pani opowiadała, że na rejs statkiem na siarkową plażę Xiga, trzeba było samemu zeskoczyć ze statku i podpłynąć na plaże, nikt nie organizuje dodatkowych łodzi. Ona nie potrafiła pływać, więc była rozczarowana, została na statku i czekała z tymi co nie chcieli pływać aż inni się poluskają i wrócą. Dla niektórych może to być nie fajne. Tu polecam auto ;) nie ma problemu z zobaczeniem plaży Xiga, choć trzeba znaleźć odpowiedni wjazd ;)
Jeśli nie chcecie auta, tutaj z pomocą przychodzą nam rezydenci, którzy oferują fantastyczne rejsy statkami, lub autokarami. Można zobaczyć zatokę z dołu. Proponują wycieczki na Peloponez, na Kefalonię... aż zazdroszczę tym co sobie wykupili rejsy. My sobie darowaliśmy, nie chcieliśmy już męczyć za bardzo dziecka. Jest to jednak taki mały motywator, żeby tam jeszcze wrócić za jakiś czas. 






Dzięki tej wycieczce moje dziecko bardzo się zmieniło, ale chyba także i my. Nabrała pewności siebie, nie boi się już tak ludzi. Nie reaguje płaczem na obcych ludzi, jak było to wcześniej. Byłam w ogromnym szoku gdy kelner wziął ją za rękę i poszedł z nią kawałek dalej, a ona zbaraniała, że ktoś obcy ją prowadzi. Potem jak ją zawołałam to biegła z całych sił w moje ramiona;) Byłam też w szoku gdy podchodziły starsze Panie i Panowie (nasi rodacy) i ją dotykali, a ona ich też zaczepiała. Poznała też wiele dzieci troszkę starszych i młodszych, fajnie je próbowała naśladować. Było parę super przygód, których nie zapomnę do końca życia. 
Wiele się nauczyłam nowych umiejętności, jako matka. Podróże kształcą i to nie są brednie, więc polecam Wam przełamać strach jeśli taki macie ;)
Chyba zrobiłam najwięcej zdjęć w swoim życiu, a te które tu opublikowałam to nie wszystkie które mam.